Wiele dziewczyn uważa, że są za grube i chce schudnąć. Ja mam całkowicie odwrotny problem-wciąż mam wrażenie, że jestem za chuda, za mało ważę. To drugie jest prawdą i nie wiem, czy się zmieni, bo ponoć to wina genów.
Ostatnio zadowolona ze swojej wagi byłam w wakacje-pokazała wymarzone 45 z hakiem. Od robienia bilansów w szkole, na widok wagi mam odruch wymiotny...
Jem normalnie, czasem nawet trochę więcej. Raz jest te wymagane 2000 kalorii, innym razem ciut więcej, zazwyczaj przed miesiączką, a czasem ciut mniej, bo nie zawsze jest się głodnym, a moi rodzice do jedzenia nie zmuszają, u nas w rodzinie to przywilej babci ;).
Wracając do tematu, waga szkolna pokazała 40kg. Załamałam się...
Ale oczywiście przed pielęgniarą uśmiech na usta, jest okay, jakoś smętnie wytłumaczyłam, że w mojej rodzinie większość osób jest bardzo szczupła. Zmarszczyła brwi i oznajmiła, że przy moim wzroście to spora niedowaga.
To wkurzające, kiedy dookoła pytają 'Ty coś jesz w ogóle?' ; 'Nie masz anoreksji?'. W mojej starej szkole, kiedy przychodziłam do pielengniarki, bo np.bolał mnie brzuch-mówiła, że to przez tą niedowagę. Ale co ma masa ciała do bóli miesiączkowych?!
Z drugiej strony całkiem fajnie być szczupłą. Zauważyłam, że wiele moich rówieśniczek ma kompleksy właśnie przez wagę, niektórym trudno zrzucić te 'zbędne' kilogramy.
Według miary francuskiej, kobieta powinna ważyć 10 kilo mniej niż ma dziesiątek centymetrów. Czyli skoro mam 163, powinnam ważyć 53 kg. Ehh... Raczej nie wyobrażam sobie ważyć tyle przy moim wzeoście i budowie ciała, byłabym raczej zwalista...
Natomiast miara polska do reszty zrujnowała moje stosunki z wagą.
Przeciętna Polka, według tej miary, powinna ważyć 5,5 kilo mniej...
Miałabym ważyć 57,5 kg?!
Od zawsze miałam wystające kości biodrowe, widoczne żebra.
Teraz żeber już nie widać, nawet jak wciągnę brzuch, na którym pojawiają się (przy siadaniu) małe fałdki ale to chyba znane innym dziewczynom ;)) . Kości wystawały ostatnio tylko rano, kiedy przez noc spaliłam kalorie (tak, sen odchudza), teraz prawie ich nie widać, zaokrągliłam się ładnie, zrobiło mi się wcięcie w talii, dość głębokie (belly dance zrobił swoje!! :D). Jedyne co mnie denerwuje i martwi to moja wrodzona deskowatość i cera trądzikowa.
Czyli zupy-kremy odpadają.
"Encyklopedia Nastolatki", mówi 'Jedz duże śniadania.' Droga Encyklopedio, ja nie mam czasu. W domu zdążę zjeść michę płatków i biegiem do szkoły! A że przerwy krótkie, to częśc mojego śniadania staje się obiadem, dlatego noszę po sześć kanapek. Podjadam sobie, a to jabłuszko podbiorę Aneczce, a to inna koleżanka chrupkami poczęstuje, a to może da kawałek drożdżówki, a to paluszka... Wspinaczką po schodach skutecznie spalam to, co zjem i to mnie irytuje. Chyba nakleję sobie na bluzkę kartkę "Próbuję przytyć! Nie mogę spalać kalorii za szybko", może wtedy zaczną mnie nosić :3
Encyklopedia każe się też ruszać. Sport to moja zmora, a w-f z naszym nauczycielem to istna męczarnia. Brzuszki, brzuszki, brzuszki! "Będziecie mieć obwisłe brzuchy!" Czasem korci mnie, żeby powiedzieć mu, żeby może pokazał swój, skoro jego brzuszki są takie skuteczne, a nasz wuefista ma brzuch jak po dwóch ciążach ( powołuję Anię na świadka, bo była wtedy ze mną na basenie i sama widziała). Mój brzuch jest płaski, kaloryfera nie potrzebuję. Lubię biegać, ale nie mogę, bo mam problemy z sercem. Z pływaniem jest tak samo, dlatego przestałam trenować, mimo że kiedyś jeździłam na zawody. Męczę się dwa razy szybciej :/.
Wreszcie, zdesperowana śięgam po książkę z lat bodajże 80-tych pt." W cztery oczy", gdzie każą jeść magiczną sałatkę na trądzik, robić parówki(maseczki w sensie że), a żeby przytyć-jeść dużo nabiału, produktów zbożowych, przed snem pić osłodzone mleko.
Uroczo.
Magiczna sałatka działa, jest pyszna, lekka i niskokaloryczna, maseczki parowe zresztą też. Do mleka przed snem jakoś nie mogę się przekonać.