sobota, 16 maja 2015

Specjalna notka dla naszej czytelniczki









 Hej, znów! To, co napisałaś, świadczy o tyn, że przyjaciółka dużo dla Ciebie znaczy.  Postaram się pomóc, ale nie jestem dietetykiem, ani psychologiem, więc nie wiem, czy to Cię w jakimkolwiek stopniu zadowoli... W każdym razie zrobię co mogę ;) 


                    Nie napisałaś kiedy Twoja przyjaciółka zaczęła odchudzanie, więc jest trochę trudniej określić jak "daleko" już zaszła. Jednak, niezależnie od tego, Twoja pomoc jest ważna, ale niestety może być bezskuteczna. Anorektyczka zawsze anorektyczką pozostanie, głównie dlatego, że jest to choroba psychiczna. Poza tym, nawet jeśli uda jej się z tego wyjść (bo nie ma rzeczy niemożliwych!), będzie musiała stopniowo wracać do społeczeństwa, prowadzić normalne życie, a jak wiemy, życie bajką nie jest... Na początek, zastanów się, po co ona to robi. Jeśli "dla szpanu", to odpuść sobie znajomość, bo prędzej, czy później jej minie, a Ty możesz poczuć się oszukana, kiedy powie Ci, że to "nie było na serio". Być może, anoreksja jest próbą zwrócenia na siebie uwagi, może Twoja przyjaciółka przeżywa kryzys, ma trudną sytuację rodzinną, nie radzi sobie z problemami, które coraz bardziej ją przytłaczają. Albo po prostu ma kompleksy i, jak większość chorych na anoreksję dziewczyn, chce "być w końcu piękna"...

     


Podstawowe zasady, których MUSISZ się trzymać, jeżeli chcesz jej pomóc:

1. TO NIE JEST FAJNE I NIE POMAGA
         Będzie Ci pisać, opowiadać, jakie to jest super, jak dużo jej to daje, a Ty będziesz słuchać. Jeżeli z czasem uwierzysz, to zostaje tylko pogratulować sobie "charakteru".

2WSPARCIE RACJONALNE
         Po prostu przy niej bądź. Nie gratuluj, nie krytykuj, tylko bądź pod telefonem. Powiedz,że jeśli coś będzie nie tak, ma do Ciebie natychmiast zadzwonić.Zapewnij, że akceptujesz ją taką, jaka jest, że jako przyjaciółka, jest dla Ciebie ważna.

3. TO NIE JEST PRZEZ CIEBIE!
        Któregoś pięknego dnia, po raz kolejny napiszesz, powiesz, że się martwisz, że może powinna przestać, a ona odpisze, że tak naprawdę to wszystko to Twoja wina! Ze żadna z Ciebie przyjaciółka, skoro nie chcesz, żeby to robiła! A może Ty jej zazdrościsz?! A wtedy, zaciśnij zęby, powstrzymaj się przed trzaśnięciem jej w twarz i uśmiechnij się. Bo masz wiedzieć, że to nieprawda. A ten kryzys szybko minie, bo tak naprawdę ona Cię potrzebuje i sama świetnie to wie, po paru dniach (jeśli tyle wytrzymacie) wyciągnij łapkę na zgodę, wiedząc swoje. 

         




Kroki radykalne, kiedy już nie możesz na to patrzeć, a ona nie słucha...


To już szczyt wszystkiego.  Mijają dni, tygodnie, czasem nawet miesiące, a ona wciąż chce chudnąć. Zaczyna to być widoczne. Tylko ona nie dostrzega problemu.
    Mogą Cię wezwać na rozmowę z nauczycielem, z pedagogiem, bo w końcu Ty jedyna jeszcze utrzymujesz z nią (znikome, bo ona nie wychodzi) kontakty. Zapytają, czy coś wiesz, czy coś jest na rzeczy. Przed tą całą szopką, możliwe, że ona weźmie Cię na bok i łzami, histerią wymusi obietnicę, że nic im nie powiesz. Przecież wszystko z nią okay! Jeśli powiesz, zamkną ją w ośrodku i stracisz przyjaciółkę! "Jak im coś powiesz, to zagłodzę się na śmierć, rozumiesz?!" Bo przecież ona jest zdrowa...
    Czytałaś kiedyś "Dzieci z dworca ZOO" ? Pokazuje, jak daleko można zajść, kiedy jest się naprawdę zdesperowanym. Chistane obiecywała sobie, że nie będzie jak inni, że nie weźmie "w żyłę", a mimo to, wkrótce się poddała. Wzięła...
     Kiedy A miała zły humor, wyżywała się na wszystkich. Anoreksja czasem bywa jak nowotwór mózgu, typu dupek. Pożera ciało, ale też mózg. Jednego dnia śmiałyśmy się razem, a ona kończyła rozmowy nagłym "To ja spadam poćwiczyć". Można się przyzwyczaić... Ale następnego słyszałam jaka to ze mnie chujowa przyjaciółka, że nie można mi ufać, że nie rozumiem... A jeszcze następnego, nie mogła uwierzyć, że to powiedziała. Mówiła, że to nie zajdzie tak daleko, że nie zrobi sobie krzywdy, że to tylko niewinne odchudzanie. A po paru miesiącach, to było jej całe życie. Znajomych wyeliminowała, bo ktoś mógłby się domyślić, że nie je. Szkoła to była masakra, bo nie mogła się skupić. Zrezygnowała z pływania, a kiedyś pływała wyczynowo... Mówiła, że chce w końcu umrzeć...
     I w końcu się zdecydowałam. Znalazłam w internecie numery  do jej rodziców (nie było ciężko, bo oni są jakimiś biologami...). Postawiłam sprawę jasno : Albo kończy z tym i daje sobie wreszcie pomóc, albo ja wykręcam magiczny numer i rodzinka dowiaduje się o wspaniałej przypadłości ich kochanej A... 
Bo wyobraź sobie, że oni o niczym nie wiedzieli. Byli zajęci planowaniem rozwodu, pracowaniem, żałobą, bo na wakacjach zmarła babcia A. A ona sobie w tym wszystkim tkwiła.
    Wiedziałam, że nie powinnam stawiać jej ultimatum, ale byłam wyniszczona psychicznie To było moje jedyne wyjście... Podziałało, zaczęła jeść. Zrezygnowała z internetu, bo "kusiłoby ją", żeby wejść na forum, napisać e-mail do innego motylka, sprawdzić termin zjazdu pro-any... Znowu zaczęła pisać swoje opowiadanie, zadzwoniła do trenera i wróciła do pływania... A ja? Ja zaczęłam "porządki" w swojej własnej psychice. Bo wspieranie anorektyczki jest jak własna anoreksja.

Więc bądź gotowa na to, że Ciebie też to będzie powoli niszczyć od środka. I wtedy musisz być silniejsza niż myślałaś, musisz wytrzymać, bo jeśli się coś zaczęło, trzeba doprowadzić to do końca...










                                                                                                   

Na dzis to wszystko. Zapraszam do obejrzenia podstrony, gdzie dodam numery, które mogą być pomocne. Życzę Ci powodzenia! A, jeśli będziesz chciała, to postaram się napisać, jak wyglądał taki w miarę normalny dzień z chorą A. Bo wiesz, może niedługo twój też taki będzie ;)... I nie daj się w to wciągnąć! Nie wejdź w to gówno, bo nie wyjdziesz...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło, że komentujesz :))