12 grudnia 2014 roku powstał ten blog i pojawił się pierwszy wpis ;) Cóż, troszkę zleciało i to baardzo szybko (przynajmniej dla mnie).
Co się zmieniło?
Hmm... Przede wszystkim całkiem zmieniła się sytuacja z A. - jakimś cudem poskutkowały groźby zadzwonienia do rodziny i powoli, bo powoli jakoś zaczęłyśmy zdrowo funkcjonować. A. zniknęła na jakiś czas, ułożyła sobie wszystko, ja też poskładałam swoje życie jako tako do kupy i nasza relacj się odnowiła. Jest dobrze...
Poza tym nie pisałam baardzo bardzo długo, a to przez to, że 1 czerwca 2015 w moim życiu pojawiła się pewna maleńka istotka, której poświęcam 200% czasu i energii :)) W związku z powyższym musiałam też uporządkować swoją sferę religijną, albowiem na chrzestną mnie powołano i czekam tylko na ten wyjątkowy dzień.
Zauważyłam, że liczba wyświetleń rośnie, ale niestety muszę się przynać - nie miałam czasu ani siły na pisanie jakiegokolwiek posta.
No dobra, koniec nudzenia :))
Chyba mogę sobie czegoś zażyczyć z okazji urodzin (co prawda nie moich, ale każda okazja jest dobra)?
Życzę sobie:
Komentarzy pod postami ;)
Worka żelków i wieelgachnej tabliczki czekolady pod choinką
Żeby czyjeś śliczne sześciomiesięczne rączki wkładały do buzi wszystko, byle nie moje zeszyty
Żeby wynaleziono wagę, która wreszcie pokaże, że ważę za dużo :P
Zupek kremów - nie mulących
Wam też, drogie Motylki i nie tylko, życzę duużo siły, motywacji do walki z chorobą, szczęścia i powodzenia!!!
Dziękuję wszystkim za wsparcie, mejlowe, komentarzowe, nieważne... Dziękuję!!!
To jest tekst, który pieczołowicie skopiowałam z internetu ;). Autor jest nieznany, ponieważ tekst od dłuższego czasu krąży w sieci.
"Więc… Myślisz, że głodówki to dobry sposób na schudnięcie,
prawda? Myślę, że przeczytałaś za dużo bajek. Cóż, to nie jest jedna z nich.
Nie są też nimi zaburzenia odżywiania. To czyste i totalne piekło. Cóż, ale
chcesz mieć zaburzenia odżywiania, więc wyprzedzę cię i przygotuję. Powiem ci
co dokładnie się stanie. Jeśli to nie sprawi, że uświadomisz sobie jak
kompletnie głupim pomysłem jest próbowanie rozwinięcia anoreksji, wtedy życzę
ci wszystkiego najlepszego w zabijaniu się. Bo to właśnie to, co będziesz
robić.
Najbardziej ironiczne w ludziach próbujących zrzucić
kilogramy przez głodzenie się jest to, że w połowie przypadków to nie działa.
Założę się, że myślisz, że mgnieniu oka staniesz się szalenie chuda i
wspaniała, prawda? Fałsz. Nie będziesz wspaniała. Jedna rzecz jest pewna –
szaleństwo jest nieodłączną częścią tego pakietu. Twój umysł nie będzie już
twój. Pocałuj go na pożegnanie, mam nadzieję, że go nie lubiłaś.
Im mniej jesz, twój metabolizm bardziej się spowalnia.
Możesz głodować i głodować i nie stracić prawie nic… albo możesz być cholernym szczęściarzem….
Możesz głodować i głodować i przytyć. Twój organizm może się po prostu zamknąć
i waga nigdzie sobie nie pójdzie. A nawet jeśli nie będziesz tracić wagi nadal
będziesz do tego PRZYWIĄZANA. Nie będziesz w stanie przestać. W czasie kiedy
twój organizm wyłączy się z niedożywienia, będziesz już w tym zbyt głęboko żeby
pomyśleć „Och… To nie działa… Znowu zacznę jeść”. Nie… Będziesz zdesperowana i
będziesz jeść mniej i mniej a ćwiczyć więcej i więcej. W końcu nie będziesz w stanie ćwiczyć. Twoje mięśnie
przestaną współpracować. Wtedy spanikujesz i spróbujesz jeść jeszcze niej żeby
zrekompensować to, że nie możesz ćwiczyć. Wtedy nie będziesz mogła jeść już
mniej. Jesz tyle, że ledwo zostajesz
żywa. I nie możesz przestać. To nie działa i nie możesz przestać. Zresztą, nie
ważne czy działa czy nie, i tak tego nie zobaczysz. Nigdy nie będziesz widzieć
jak naprawdę wygląda. Nie ważne co będziesz wyglądać jakbyś ważyła co najmniej 200kg.
To prawda, nie ważne czy ważysz 60 czy
30kg. Będziesz gruba. Szaleństwo to odpowiednie słowo, prawda? Tak, możesz być
jedną z szczęściar, które nie stracą wagi. Ale nie myśl, że nie będziesz przez
to chora. Nie prawda. Twoja skóra i włosy będą wysuszone, twoje zęby będą
boleć, twój okres zniknie, twoje kości będą obolałe a mięśnie męczone przez
skurcze. Ale nie, musisz iść dalej. Nadal tego pragniesz. Przecież nie będziesz
taka. Nie będziesz jedną z porażek. Będziesz zwycięzcą, będziesz chuda i
perfekcyjna. Piękna.
No cóż, skoro zamierzasz wygrać, dlaczego nie powiem ci o
twojej nagrodzie, hm? Jest całkiem przyjemna. Będziesz chuda. Będziesz
chorobliwie chuda. Twoje żebra będą wystawać a twoje kości biodrowe będą ostre.
Nie zobaczysz tego. Będziesz patrzeć w lustro i widzieć TŁUSZCZ. Zobaczysz
fałdy tłuszczu. Będziesz patrzeć na dziewczyny ważące 20g więcej niż ty i
zastanawiać się, dlaczego nie możesz być tak chuda. Będziesz patrzeć codziennie
w lustro i będziesz pewna, że przytyłaś co najmniej 5kg. Inni ludzie będą
widzieć jak się kurczysz, ale ty nie. Nigdy nie zobaczysz prawdy. Inni zobaczą,
tak, będziesz chorobliwie chuda… Ale nie będziesz piękna. A oni to wszystko
zobaczą. Ty nie. Będziesz zbyt zajęta gapieniem się na swój tyłek i zastanawianiem
kiedy zmieniłaś się w grubą ciotkę. Nie będziesz atrakcyjna. Będziesz mieć
wielkie, ciemne wory pod oczami. Twoja skóra będzie blada, z cudowną domieszką
szarości. Makijaż nie pomoże. Nawet nie musisz próbować, to tylko strata czasu.
Cennego czasu, który zazwyczaj będziesz spędzać oglądając jedzenie. Oczywiście,
inni ludzie może nie zobaczą tego, że jesteś szara. Prawdopodobnie będą zbyt
zajęci patrzeniem na czarne, niebieskie i fioletowe plamki którymi się
pokryjesz. Wszystko co będziesz robić skończy się siniakiem. Wszystko.
Masz ładne włosy? Nie będziesz. Będą suche jak słoma i
matowe. Nie będą błyszczeć. Myślisz, że odzywka pomoże? Nie. Nie ma sensu
próbować. Może czasami zmiękczy twoje włosy (jak wylejesz na nie pół butelki)
ale twoje włosy nie będą wyglądać ani trochę lepiej. Kup sobie gumkę do włosów.
Będzie ci potrzebna, prawdopodobnie cały czas. Do listy zakupów dopisz farbę do
włosów. Mam nadzieję, że twoje włosy nie mają ładnego koloru, bo przestaną. O..
Tak, wyblaknie. Może nawet będziesz siwa. Szary to ładny kolor, prawda? Szarawy
brązowy tak gdzie miałaś ładne rudo-blond pasemka dodadzą twojemu wyglądowi… Hm…
Godności.
Jak już mówimy o włosach, lubisz włoski na ciele? Mam
nadzieję. Będziesz je mieć. Urocze
bokobrody. Cudowne. Właściwie, mam te seksowne włoski wszędzie. Świetne.
Wszyscy faceci je kochają a wszystkie dziewczyny będą pytać jak takie zdobyć.
One są zazdrosne, wiesz. Powiesz jak je zdobyłaś, głodzenie się. One nigdy nie
spróbują… Wiesz dlaczego. Nie dlatego, że są mądre i zdrowe… Ne, nie. Są słabe.
Nie silne jak ty. Oczywiście, twoje mięśnie się pogorszą i nie będziesz w
stanie podnieść nawet dwulitrowej wody, ale nadal będziesz silna, prawda? Bo
nie jesz. Prawdziwa siła, prawda? Odmawianie podstawowego paliwa którego
potrzebujesz do życia. Tak… Silna i mądra.
Założę się, że jesteś jedną z tych dziewczyn które mają paznokcie
których inni zazdroszczą. Te błyszczące, tak długie, że ludzie czasami myślą,
że są sztuczne? Obetnij je. Po prostu obetnij. I tak się niedługo połamią.
Pożegnaj się też ze swoimi szarymi włosami. Wypadną.
Będziesz musiała czyścić odpływ w prysznicu sześć razy podczas kąpieli, żeby
woda mogła spłynąć.
Ponadto, będziesz musiała znaleźć sposób wyrzucania tamponów
tak, żeby wyglądało jakbyś ich używała. Pamiętaj mówić mamie, żeby kupiła ci
tampony raz w miesiącu. Nie może przecież wiedzieć, że straciłaś okres. A
stracisz.
Mam nadzieję, że nie uprawiasz seksu, bo nigdy nie będziesz wiedzieć
czy jesteś w ciąży. W sumie, możesz sobie robić test ciążowy co parę miesięcy.
Tak, nadal możesz zajść w ciążę. Mam też nadzieję, że nie kochałaś dziecka, bo
są duże szanse, że je stracisz. Pewnie dobrze, że tak się stanie, przez milusie
szanse wad wywołanych u dziecka przez zaburzenia odżywiania matki. Więc…
Będziesz żyć z przekonaniem, że twoje dziecko przez ciebie umarło albo teraz
cierpi z defektami przez ciebie… Ale było warto. Dla chudości. Mała cena dla
perfekcyjności, przecież nawet nie ty ją płacisz. Kto potrzebuje pełni
zdolności umysłowych? Mam nadzieję, że nie twoje dziecko. Ale to nie musi być
problem, może nigdy nie będziesz miała dzieci. Możesz stać się bezpłodna.
Zresztą… Ciąża sprawia, że staniesz się gruba.
Ponieważ jesteś jedną z tych specjalnych, z anorektyczek,
założę się, że uwielbiasz lodowatą wodę.
Wylej ją. Pij zwykłą wodę, ciepłą colę light. Picie ciepłych rzeczy jest
teraz zbyt bolesne. Nowy poziom wrażliwych zębów. Zapomnij o tych specjalnych
pastach do zębów, one nie działają kiedy twoje zęby obumierają z niedoboru
witamin. Nigdy nie lubiłaś tych zębów. Protezy są ładne.
Jak lubisz siedzieć?
Och… Lubisz krzyżować nogi? Słabo. Już nie możesz. Nogi będą ci drętwiały aż do
bioder. Boleśnie drętwiały. To już nie to uczucie co kiedyś, śmiesznie
łaskoczące. To boli. Rada – kiedy przestaniesz je krzyżować po prostu siedź.
Nie ruszaj nimi ani nie uderzaj w nie, żeby przestały drętwieć. Zły pomysł…
Zbyt bolesny. Nie wstawaj też, chyba, że lubisz upadać.
Omdlenia też są częste. Tego raczej nie ukryjesz. Zwłaszcza,
że padniesz w salonie, przed swoją mamą, bratem i będą się zastanawiać… I będą
wiedzieć dlaczego, chyba, że są kompletnymi idiotami, zwłaszcza, że masz ostrą
niedowagę. Zacznie się dokuczanie - jedz to, jedz tamto, dlaczego to sobie
robisz?
Zawsze możesz uciec do swojego pokoju. Możesz leżeć w łóżku
i gryźć usta aż do krwi. Dlaczego miałabyś to robić? Przez skurcze w nogach,
oczywiście! Och, musiałam o tym zapomnieć! Oo… Skurcze są milusie. Twoje mięśnie
zacisnęły się w węzeł. Schylisz się,
żeby wymasować te węzły, ale ich tam nie ma. Po prostu tak się czujesz. Nie
możesz nic z tym zrobić. Będziesz leżeć i powstrzymywać krzyk. Będziesz chciała
krzyczeć. Oczywiście, możesz zawsze masować te nogi bezcelowo, może pomoże ci
okłamywanie siebie, że możesz jakoś temu zaradzić. Ale pewnie nie będziesz
mogła myśleć o nogach… Będziesz rozproszona przez bóle głowy. Weź może aspirynę…
Albo nie, przecież masz pusty żołądek, tylko zwymiotujesz pod siebie.
Ale to jest tego warte, prawda? Wszystko jest tego warte,
nawet twoje włosy, paznokcie, kości, mięśnie, ewentualnie dzieci, serca członków
twojej rodziny, WSZYSTKO. Poświęć wszystko, wyrzuć to. Jesteś teraz chuda,
tylko to się liczy, co z tego, że nawet nie możesz tego zobaczyć?
Prawdopodobnie będą cię męczyć bóle brzucha. Może kołatanie
serca. To przerażające, bo nigdy nie chciałaś umrzeć, chciałaś tylko być chuda.
Ale pamiętaj, nie możesz nikomu powiedzieć. Mówienie komukolwiek jest
zabronione, prośba o pomoc to słabość.
Miałaś problemy z depresją? Teraz masz. Im mniej jesz tym
większa masz depresję. Częściowo przez niedobory witamin, częściowo przez twoje
ukochane zaburzenia odżywiania. Masz problemy z bezsennością? Teraz już masz.
Jesteś na skraju wyczerpania ale nie możesz zasnąć… A kiedy zasypiasz, cały
czas się budzisz. Kto potrzebuje snu? Nie ty! Nie spanie spala więcej kalorii!
Radzisz sobie dobrze w szkole? Już nie. Nie możesz się
skoncentrować. Twój mózg ledwo pracuje, a jedyne o czym potrafisz myśleć to
jedzenie. Twoje oceny spadną. Chcesz wyzdrowieć? Możliwe, że będziesz musiała
opuścić szkołę. Jak brzmi powtarzanie klasy?
Lubisz wychodzić ze znajomymi? Już nie. Boisz się, że ktoś
zauważy jak OTYŁA jesteś. Nie możesz już opuścić domu bez nakładania tony
ubrań. Boisz się, że ktoś zobaczy twoje odrażające ciało. Będziesz też bardziej nerwowa. Niestabilna.
Będziesz mieć problemy z mówieniem. Nigdy się nie jąkałaś? Zaczniesz. Będziesz
często zapominać o czym chciałaś powiedzieć. Żegnaj, dobra pamięci. Zresztą,
już nie możesz wychodzić ze znajomymi, dobrze, że już nie chcesz. Przecież oni
mogą chcieć… JEŚĆ! Może będą chcieli iść na pizzę albo do kina. Jak wyjaśnisz,
że nie chcesz popcornu? Jak wytłumaczysz, że sączysz dietetyczną colę albo
męczysz sałatkę i wodę kiedy inni mają cheeseburgery? Nie wytłumaczysz. Może
zmuszą cię do jedzenia… Nie możesz… Nie…
Dlaczego chcą żebyś jadła? Martwią się? Nie! Oni chcą, żebyś była gruba!
Zazdroszczą ci! Niedługo uświadomisz sobie, że wszyscy chcą, żebyś była tłusta.
Twoi rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, nauczyciele. Świat jest przeciwko tobie
i wszyscy chcą żebyś była strasznie otyła. Pozbądź się ich. Wszystkich. Oni nie
rozumieją i chcą twojego upadku. Nie możesz na to pozwolić, nie możesz tego
stracić. Za każdym razem, kiedy ktoś każe ci jeść lub wyzdrowieć, „dla twojego
zdrowia”, znasz prawdę. Oni cię nienawidzą i chcą, żebyś była gruba. Pozbądź
się ich. Odrzuć ludzi, którzy cię kochają. Tylko w tej sposób możesz pozostać
chuda.
Ale pewnego dnia to się skończy. Pewnego dnia umrzesz albo
wyzdrowiejesz. Śmierć jest łatwiejsza.
Na początku będziesz musiała się przyznać, że potrzebujesz pomocy (jeśli
jeszcze nikt nie zmusił cię do leczenia… to działa tylko wtedy, kiedy ty chcesz
wyzdrowieć). To jedna z najtrudniejszych rzeczy w twoim życiu. Może powiesz
mamie. Może będzie bardzo wspierająca, może już wiedziała. Może nie będzie ci
wierzyć, że masz prawdziwy problem. Wtedy jesteś zdana na siebie. Może powiesz
swojemu lekarzowi. Albo powiesz mamie a ona zabierze cię do lekarza. Wtedy
będzie lepiej. Jesteś bezpieczna, pomogą ci. Zrozumieją. Błąd. Stopień naukowy
nie jest ubezpieczeniem przeciwko ignorancji. Mowa o ubezpieczeniach, prawdopodobnie
nie pokryje ono twojego leczenia. Nawet jeśli znajdziesz lekarza który nie jest
dupkiem, możliwe, że nie uzyskasz pomocy. Nie będzie cię stać. Koszty leczenia
zaburzeń odżywiania są olbrzymie.
Kiedy będziesz
na terapii, twoja szkoła prawdopodobnie się
dowie. Twoi nauczyciele może nie będą rozumieć, uczniowie też.
Komentarze będą boleć,
będziesz chciała krzyczeć kiedy będą pytać „dlaczego po prostu nie
jesz?”. Może
będą wyzywać cię od grubasów, dla zabawy. Może ktoś zacznie cię
podziwiać i też
będzie chciał mieć anoreksję… Ale już tam byłaś. Kiedyś chciałaś mieć
anoreksję
i nigdy nie uświadomiłaś sobie jak głupie to było. Teraz rozumiesz, ale
jest za
późno. Za późno. Musisz walczyć albo umrzesz.
To będzie najtrudniejsza rzecz w twoim życiu. Będziesz wkładać jedzenie
do ust, to okropne, obrzydliwe jedzenie i będziesz panikować. Będziesz
chciała
płakać, może się rozpłaczesz. Może spanikujesz i wyplujesz wszystko na
podłogę.
Może odmówisz jedzenia i będziesz karmiona przez rurkę. Wyzwalacze
zaburzonych
myśli są wszędzie i będziesz chciała się zabić coraz bardziej z każdym
kęsem.
Może będziesz walczyć naprawdę mocno ale umrzesz w trakcie terapii, może
po
niej – z komplikacji wywołanych przez zaburzenia odżywiania.
Po długiej walce, może z tego się wyrwiesz. Może, po
licznych wzlotach i upadkach i czasach w których myślałaś, że umrzesz. Może
wyzdrowiejesz. To trwa długo.. Nawet po miesiącach normalnego jedzenia twoje
ciało nie będzie takie samo. Zaczniesz się zastanawiać, czy kiedykolwiek
będziesz normalna. To zawsze będzie z tobą. Lata później nadal będziesz mieć
takie momenty. Będziesz przechodzić obok lustra i nagle ważyć 100kg więcej.
Zaczniesz panikować i kiwać głową, żeby wyrzucić ten obraz ze swojej głowy.
Może coś odbierze ci kontrolę. Może coś zdarzy się w twoim życiu, może stracisz
pracę. Znowu do tego wrócisz. NIGDY nie będziesz taka jak kiedyś. Zobaczysz
artykuł o kimś z zaburzeniami odżywiania i zaczniesz płakać, pamiętając o tym
bólu. Nie mówię o fizycznym bólu – to jedyny który opisałam, bo ten mentalny
ból jest nie do opisania. Nigdy nie doświadczysz innego bólu jak ten, innego
tak wypełnionego nienawiścią, słabością, strachem, złością, rozpaczą.
DLACZEGO tego chcesz? DLACZEGO? Nawet po przeczytaniu tego
siedzisz tu i tego chcesz. DLACZEGO? Dlaczego tego chcesz? Czy to piękno? Czy
naprawdę chcesz taka być? Naprawdę myślisz, że niedożywienie nie ukradnie
twojego wyglądu? Czy to jest „glamour”? PRZECZYTAJ TO. Pokaż mi w którym
miejscu. To jest kontrola? Uwierz, NIGDY nie będziesz tak daleko od kontroli
jak jest się w zaburzeniach odżywiania. Nie kontrolujesz tego co wkładasz do
ust. Cholera, nie kontrolujesz nawet swoich myśli. Nie masz kontroli. Żadnej.
Naprawdę
myślisz, że będziesz w stanie to zrobić i nie
skończyć tak samo? Myślisz, że jesteś jedyną osobą na świecie która może
to kontrolować,
która może po prostu przestać? Myślisz, że zrobisz to, zostaniesz chuda
i przestaniesz? NIE. To tak nie działa. CHCESZ UMRZEĆ? Chcesz zostać
męczennikiem, czy co? Myślisz, że to piękne? Założę się, że myślisz, że
to
jakaś tragiczna odmiana piękna. Nie. Tu nie ma nic pięknego związanego z
zaburzeniami odżywiania. Potrzebujesz czyjejś uwagi? Kup sobie nowy
eyeliner,
tańcz nago na ulicy. Potrzeba uwagi to naturalna rzecz, ale jest milion
lepszych sposobów, żeby to uzyskać.
Chcesz patrzeć na twarze swoich rodziców i wiedzieć, że też ich zabijasz? Wyobraź sobie
obserwowanie jak twoje dziecko się zabija. Wyobraź sobie swoją beznadzieję,
wyobraź sobie, że WIESZ, że ono umiera ale nie możesz NIC z tym zrobić. Wyobraź
sobie strach, że pewnego dnia przyjedziesz do domu, a twoje dziecko będzie
martwe. Usiądź i o tym pomyśl. Oczywiście, kiedy się głodzisz nie widzisz
cierpienia. Jesteś zbyt zajęta sobą. Jesteś zbyt zajęta myśleniem o swojej
wadze i jedzeniu. Zobaczysz to kiedy wyzdrowiejesz i znienawidzisz siebie za to
co zrobiłaś ludziom których kochasz. Będziesz marzyć, żebyś mogła to jakoś
wymazać, ale nie da się. Będziesz musiała z tym żyć. Życie z tym jest trudne.
Zwłaszcza, kiedy pomyślisz ile razy złościłaś się na nich kiedy próbowali
uratować twoje życie. Znienawidzisz się.
Ale wiesz co? Nienawiść do siebie to twój najmniejszy
problem. Najprawdopodobniej podpisujesz swój wyrok śmierci. I prawdopodobnie
nawet cię to nie obchodzi.. Jeszcze. Ale będzie. Zacznie cię to obchodzić, będzie
płacz, wściekłość i przeklinanie, że oddałabyś wszystko, żeby wtedy tego nie
robić. Ale to za późno, jesteś w tym zbyt głęboko. Umierasz. Już tego nie
zrobisz, nie ważne jak bardzo chcesz.
To są realia zaburzeń odżywiania. To nie ma nic wspólnego z
głupotami wypisywanymi na stronach pro-ana. To nie ma nic wspólnego z pięknem
chudych modelek. To nie ma nic wspólnego z dziewczynami, które naturalnie ważą
40kg. To coś kompletnie innego i nigdy nie będziesz taka sama."
Heja!! Mamy wakacje! Co z tego, że niedługo sierpień, ja zawsze mam meega szybki zapłon ;) No to chyba zaczniemy, co?
To taka imprezka, na którą ciężko wejść, przy drzwiach stoi bramkarz, którego nie da się przekupić. Luksusowy lokal, pełen towarzystwa z wyższej półki. Musisz napisać coś w rodzaju CV, a potem mieć nadzieję, że łaskawa komisja Cię zaakceptuje. Odpowiedź często brzmi jednak "Nie"... "Szanowne nowicjuszki, nie przyjmiemy tu nikogo kto
mysli ze wystarczy napisac jak wolaja na ciebie kolezanki z klasy i jak
to bardzo potrzebujesz wsparcia wiec oszczedzcie wszystkim czasu i
zakladajac swoj watek w rekrutacji napisz obowiazkowe minimum:
- wiek - waga obecna - najnizsza waga - waga docelowa - wzrost - czym jest dla ciebie pro na - napisz co zjadlas w ostatnich 5 dniach - czy masz zdiagnozowane zaburzenia odzywiania, jesli tak to jakie - krotka historia twoich zmagan z wlasnym cialem
Nie piszac tych podstawowych rzeczy wydluzasz swoja wlasna rekrutacje.
"Hej nazywam sie x i szukam wsparcia w dazeniu do perfekcji" to jest zadna informacja. OGARNIJCIE SIE DZIEWCZETA" - czytamy na pierwszym forum. Na forum założonym z baardzo ważnego powodu - adminka główna lubi sobie poużywać, pokrytykować etc. Jej głównym zajęciem jako administratorki, jest wpychanie nowych dziewczyn w jeszcze większe doły psychiczne i mieszanie ich z błotem (o czym przekonałam się, czytając posty), poza tym, że nie przestrzega zasad ortografii, interpunkcji i prawdopodobnie nie wie co to są polskie znaki na klawiaturze (czym utrudnia czytanie), jest bardzo dojżałom i odpowiedzialnom osobom. Jeeej kocham jeździć po ludziach tego typu :)))) A tak na serio, to pierwsze forum już odpuszczam ze względu na rażącą niekompetencję adminki (skoro główna jest taka nooo szkoda słów, to wolę nie wiedzieć o reszcie)
Tak właściwie, to takie forum daje samo wsparcie, a adminki i użytkowniczki troszczą się o Ciebie m.in pisząc, że nie odnajdziesz się na tym forum :) Muszą Cię kochać, skoro tak postępują.
Bleee idę się wyrzygać. Nienawidzę kłamać... No to tak: Zanim zaczniesz pisać posta rekrutacyjnego, który zostanie potem rozpatrzony przez administrację, musisz uważnie przeczytać regulamin, a potem zastanowić się nad odpowiedziami. Szczere odpowiedzi są złe! Musisz nakręcić się jak najwięcej, bo inaczej możesz zostać oskarżona o brak szacunku dla Any, albo (Broń Boże!) o zaliczanie kalorii... >spojrzenie pełne zgrozy< Straszne, prawda?
A to jest dopiero piękny początek Twojego dążenia do ideału z innymi :)
Taak... Będziesz musiała założyć dzienniczek na profilu (o ile zostaniesz dobrze odebrana, w przeciwnym razie - ban i blokada), opisywać swoje cele i dążenie do nich. najlepiej, żebyś dążyła po trupach! I nie łudź się - ich wcale nie interesuje, jak się czujesz, przecież to oczywiste, że wchodzą na to forum tylko poczytać o nowej głodówce :* :) Potem będziesz musiała napisać przynajmniej dziesięć postów, bo inaczej uznają, że jesteś mało aktywną forumowiczką i usuną Cię. Aaa i koniecznie zachwalaj posty i pomysły ambitnych adminek - rozpływaj się nad ich perfekcją, to może łaskawe Cię nie usuną...
Aż nadejdzie ten piękny dzień...
Ha! Dotarłaś do pierwszego celu! Biegnij się pochwalić!
Ojoj... "To wcale nie jest mało. Uważam, że powinnaś bardziej się przyłożyć. Może więcej ćwiczeń?"
Albo, co gorsza:
"Myślę, że nie nadajesz się jednak na bycie jedną z nas. To forum jest dla prawdziwych motylków, nie dla amatorek."
Psychika zryta do samego dna i dalej.
- Puk Puk!!
- Kto tam?
- To jaa, Depresjaa!
- Oh, wejdź proszę. Chcesz ciasteczko?
- Niee, od ciasteczek się tyje, zapomniałaś? Od wszystkiego się tyje.
- Ale ja nie chcę tyć!
- To przestań jeść, kretynko!
Wariujesz. Codziennie stajesz przed lustrem, a w końcu masz ochotę je rozbić. Zabić tego tłuściocha, tego prosiaka w odbiciu. Jazda! 100 przysiadów za jedno winogrono! Co jest? Nie chcesz? Chcesz, chcesz, spokojnie, to chwilowe niezdecydowanie.
- Masz rację, chcę...
Pigułki szczęścia
To nie żadne tam "party drugs", dopalacze, czy kwasy. Żadnego takiego gówna! Przecież możesz zacząć jeść na haju! O nie, Twoje magiczne tabletki to różne takie "cukiereczki" np. na kaszel, na przeczyszczenie, na zgagę, bo zgagi będą Ci towarzyszyć dłuugo bardzo długo. Właściwie cały czas.
Będziesz łykać nawet Sudafed, pić litrami Flavamed, Diphergan, wcinać Xennę, popijając herbatką ziołową. Activia niby też trochę przeczyszcza, ale to jogurt. Jogurt=jedzenie. Jedzenie jest złe!
Ale Ty wciąż będziesz gruba. Za gruba, bo nigdy nie jest się zbyt chudym. I będziesz jeść tabletki, popijać wodą, a potem zwymiotujesz dalej niż widzisz. Przecież masz zupełnie pusty żołądek...
Będziesz silna, odstawisz tabletki, zaczniesz pić wodę. Zimną, pyszną, zapychającą wodę, która w dodatku nie ma ani jednej kalorii. Mmmm pyyycha. Od wody się nie tyje! Hurra, oszukałaś organizm! Na moment... A potem założysz bloga
Albo będziesz obsesyjnie odwiedzać inne blogi. Komentować jak Bożydar Iwanow. Zachwalać, doradzać. Wreszcie ktoś Cię rozumie! Znowu zaczynasz wierzyć w ludzi. Witaj w punkcie wyjścia.
Na dobry początek - o czym to będzie (gdyby ktoś się nie skapnął po tytule) Będzie o tym, że... Trzeba jeść by tyć... przepraszam, by żyć i o zrzucaniu kilogramów i o tym, że zalęgł mi się celulit na udach iii znalazłam nową dietę, której nie zastosuję, ale podam, bo co mi szkodzi ;) Szczerze mówiąc, nie kręcą mnie diety, reklamowane przez media itp.
1. O diecie Pegan, czyli cudownym odkryciu w internetach
Jest to dieta, wynikła z połączenia diety Paleo i diety Wegan.
Dieta Paleo (w skrócie): Zakłada spożywanie pokarmów wysokobiałkowych (owoce morza, wątróbka wołowa, pierś kurczaka bez skóry etc.), jednocześnie ogranicza się w niej jedzenie nabiału, zbóż, produktów skrobiowych oraz cukru. Weganizm: Zakłada spożywanie wyłącznie produktów pochodzenia roślinnego. Zero białka zwierzęcego
Paleo + Wegan = PEGAN, czyli, że te diety uzupełniają się wzajemnie.
Pegan jest bardziej oparta o dania roślinne, a mięso jest do nich dodatkiem, a nie odwrotnie. To także dieta, która sprzyja diabetykom (niska wartość glikemiczna,
ograniczenie cukru), a także osobom chorującym na choroby serca czy z
układem krążenia. Wydaje się więc być ideałem dla mięsożerców, którzy
chcieliby się poczuć lżej i zdrowiej.
Co na to piramida żywieniowa??
Zakłada
spożywanie pokarmów wysokobiałkowych, takich jak choćby owoce morza,
wątróbka wołowa, pozbawione skóry piersi kurczaka oraz chude kotlety
cielęce i wołowe.
Czytaj więcej na
http://kobieta.interia.pl/zdrowie/diety/news-nowy-trend-zywieniowy-dieta-pegan-z-czym-sie-ja-je,nId,1735753#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dieta Pegan opiera się na jedzeniu głównie warzyw i owoców, ale również mięsa, które, jak wyżej zostało napisane, jest do nich swego rodzaju dodatkiem. Właściwie jest to dieta całkiem bezpieczna, ponieważ pozwala dostarczyć racjonalne ilości potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania pierwiastków, cukrów, białek.
Jak w każdej diecie, tutaj ważna jest jakość produktów.
Warto zadbać o to, żeby były bez konserwantów. Chociaż jest to trudne. Baardzo trudne.
Np. Gdzie w dużych miastach znajdziesz dostawcę, który za małe pieniądze dostarczy Ci przynajmniej dwa razy w miesiącu, jak nie częściej, świeże produkty bez absolutnie żadnych konserwantów? Takie jedzenie szybko się psuje, na ogół już po paru dniach. Masz czas opróżniać lodówkę co tydzień, wyrzucając zepsute jedzonko? A kasę masz? Ha! Mamy odpowiedź...
Markety "Bio" są rzadkością w Polsce, w najlepszej sytuacji są mieszkańcy wsi, gdzie wszystko zwykle uprawia się samemu. Ale tam też nie ma magii, która sprawi, ze wszystko wyrośnie zdrowe, piękne, apetycznie wyglądające bez "wspomagania" chemią...
DIETA-CUD PRAKTYKOWANA PRZEZ MOI
1. ŚNIADANKO
Większość dziewczyn rezygnuje ze śniadania przed wyjściem do szkoły. Piją szklankę wody, herbatę, kawę, ale ie jedzą śniadania. Niby mają więcej czasu, mogą dłużej pospać.
Ale to właśnie śniadanie dostarcza nam pierwszą porcję energii i węglowodanów w ciągu dnia.
JAK MOŻE WYGLĄDAĆ:
Najsmaczniejszą wersją, choć nie przez każdego lubianą, są płatki na mleku. Wybór ogromny - od prostych Cornflecs'ów - przez czekoladowe - po fitness z owocami lub czekoladą.
Mleko, najlepiej odtłuszczone (nie przepadam osobiście), jogurt i gotowe! Możesz jeść na ciepło, lub zimno, zdarzają się fani płatków "na sucho", czyli po prostu płatków bez żadnego polewania mlekiem, czy maczania w jogurcie...
Co najlepsze - możesz do nich dodać wszystko co lubisz ( może poza wędliną...) : truskawki w sezonie, jabłko pokrojone w plastry, kawałki pomarańczy, banana... Dosłownie, co zechcesz!
Dają kopa, mleko jest źródłem białka i cukrów, płatki też. Do tego witamina D.
ALE JEŚLI NIE LUBISZ... Tosty! Tak, odpowiedzią są tosty!
Wybór ogromny, od francuskich po żytnie. I wszystkie pyszne.
Z serem, dżemem, masłem, pomidorem... Właściwie tosty można zjeść ze wszystkim.
Na powyższym zdjęciu są, znaczy znajdują się, jeśli wolisz bułkę w bibułkę, tosty paprykowe. Oto przepis...
SKŁADNIKI (4 porcje)
kilka kromek chleba tostowego z ziarnami
1/3 strąka papryki czerwonej
1 łyżka posiekanego szczypiorku
2 łyżki gęstej śmietany
PASTA:
1/3 strąka papryki zielonej
1/3 strąka papryki czerwonej
kawałeczek strączka chili
1 łyżka posiekanego szczypiorku
3-4 plasterki szynki gotowanej
1-2 łyżki majonezu
do smaku: sól, pieprz mielony
PRZYGOTOWANIE
Paprykę pokroić na nieco mniejsze kawałki, szynkę w kostkę. Wszystkie
składniki pasty włożyć do małego pojemnika blendera i zmiksować na
pastę. Doprawić solą i pieprzem. Kromki pieczywa posmarować dość grubo
przygotowaną pastą, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia
albo folią aluminiową. Zapiekać ok. kilka/kilkanaście minut w
piekarniku nagrzanym do 180st. C aż ładnie się zrumienią. Podajemy na
gorąco przybrane kleksem śmietany, paseczkami papryki i posiekanym
szczypiorkiem.
Najlepsze na śniadanie lub kolację ;)
N JAK NALEŚNIKI!
Najprostsze, najsmaczniejsze itp. Diabeł tkwi w szczegółach - i tutaj pojawia się problem, bo nie wszyscy lubią... Ehh no comment
2. DRUGIE ŚNIADANIE
Taak, nie dość, że każę Ci jeść śniadanie, to jeszcze drugie... Taka zła ja [ o_O]
I tu akurat problemu nie ma prawie wcale, bo każdy wie co to kanapka, czy paczka wafli ryżowych na przykład ;) Albo owocki. Aneczka prawie codziennie na przerwach zajada winogrona, czy te... noo to takie czerwone... Jabłka!
Do kolorowego pudełka możesz wpakować co zechcesz ;) Tylko żeby nie kusiły Cię broń Boże jakieś świństwa ze sklepiku! Owszem, chrupki, paluszki, czekoladki, żelki etc. są okay i sama uwielbiam je jeść. Ale nie codziennie i nie po 2/3 paczki na 15 minut!!!! Jak już musisz coś sobie kupić, to batonik zbożowy, kisiel...
I woda, duużo wody. Albo sok, bo pić trzeba. Byle nie faszerować się za bardzo colą itp. W naszej szkole wychowawczyni czepia się nas, kiedy kupujemy chrupki, albo coś gazowanego... A sama pod biurkiem popija Pepsi... Hipokryzja sięga gwiazd
3. OBIAD
I tutaj co bądź. Przedstawiam szpinak zapiekany z płatkami owsianymi. Właściwie przysmażany, ale fit.
30g płatków owsianych, jajko, łyżka mąki, 1/4 szkl mleka, 1/2 łyżeczki
proszku do pieczenia, sól/pieprz/zioła, kawałek sera, trochę mrożonego
szpinaku. Jajko, płatki, mleko, mąkę, proszek, przyprawy wymieszać,
dodać rozmrożony szpinak i potarty ser. Ponownie wymieszać. Smażyć na
rozgrzanej patelni teflonowej z obu stron.
4*. PODWIECZOREK(nieobowiązkowy)
Jogurty, serki, sałatki owocowe i again wafle ryżowe, najlepsze takie na słodko. Lub budyń... Wystarczy wpisać "mus z owoców, koktail" itp. w internetach, wyświetli się kilkanaście pozycji. Albo kupić jogurt naturalny, zmiksować świeże owoce i wsypać płatki jakiekolwiek, czy muesli.
5. KOLACJA
Dobrze zjeść ją przed 18:00 a potem już finito. Pożywna, syta, taka ma być, dzięki temu później czekolada nie będzie Cię wołać z szafki.Kanapki, coś bardziej treściwego, sałatka... Do wyboru do koloru :))
I to by było chyba tyle na dzisiaj ;) To jest, na tego posta, bo postaram się napisać jeszcze coś mniej na odwal się :/
Dieta
pegan to połączenie dwóch popularnych trendów żywieniowych w ostatnim
czasie, czyli diety paleo oraz diety wegańskiej. Pierwsza z nich
określana jest jako dieta przodków (dieta paleolityczna), ponieważ jej
jadłospis opiera się na żywności,
którą spożywali ludzie pierwotni. Zakłada spożywanie pokarmów
wysokobiałkowych, takich jak choćby owoce morza, wątróbka wołowa,
pozbawione skóry piersi kurczaka oraz chude kotlety cielęce i wołowe.
Czytaj
więcej na
http://kobieta.interia.pl/zdrowie/diety/news-nowy-trend-zywieniowy-dieta-pegan-z-czym-sie-ja-je,nId,1735753#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dieta
pegan to połączenie dwóch popularnych trendów żywieniowych w ostatnim
czasie, czyli diety paleo oraz diety wegańskiej. Pierwsza z nich
określana jest jako dieta przodków (dieta paleolityczna), ponieważ jej
jadłospis opiera się na żywności,
którą spożywali ludzie pierwotni. Zakłada spożywanie pokarmów
wysokobiałkowych, takich jak choćby owoce morza, wątróbka wołowa,
pozbawione skóry piersi kurczaka oraz chude kotlety cielęce i wołowe.
Reklama
Jednocześnie ogranicza się w niej spożycie nabiału, zbóż, produktów
skrobiowych i cukru. Weganizm natomiast zakłada spożywanie produktów
wyłącznie pochodzenia roślinnego, czyli produktów na bazie zbóż, takich
jak: pszenica, ryż, żyto, proso, owies oraz owoców i warzyw. -
Założenia obu tych diet uzupełniają się wzajemnie i tworzą ciekawy oraz
zrównoważony jadłospis, wykorzystujący najlepsze elementy jednej i
drugiej. Warto pamiętać, że dieta pegan jest bardziej oparta na daniach
roślinnych, a mięso jest do nich dodatkiem - mówi Agnieszka Piskała.
Czytaj
więcej na
http://kobieta.interia.pl/zdrowie/diety/news-nowy-trend-zywieniowy-dieta-pegan-z-czym-sie-ja-je,nId,1735753#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dieta
pegan to połączenie dwóch popularnych trendów żywieniowych w ostatnim
czasie, czyli diety paleo oraz diety wegańskiej. Pierwsza z nich
określana jest jako dieta przodków (dieta paleolityczna), ponieważ jej
jadłospis opiera się na żywności,
którą spożywali ludzie pierwotni. Zakłada spożywanie pokarmów
wysokobiałkowych, takich jak choćby owoce morza, wątróbka wołowa,
pozbawione skóry piersi kurczaka oraz chude kotlety cielęce i wołowe.
Czytaj
więcej na
http://kobieta.interia.pl/zdrowie/diety/news-nowy-trend-zywieniowy-dieta-pegan-z-czym-sie-ja-je,nId,1735753#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dieta
p
egan to połączenie dwóc
h popu
larnych trendów żywieniowych w ostatnim
czasie, czyli diety paleo oraz diety wegańskiej. Pierwsza z nich
określana jest jako dieta przodków (dieta paleolityczna), ponieważ jej
jadłospis opiera się na żywności,
którą spożywali ludzie pierwotni. Zakłada spożywanie pokarmów
wysokobiałkowych, takich jak choćby owoce morza, wątróbka wołowa,
pozbawione skóry piersi kurczaka oraz chude kotlety cielęce i wołowe.
Czytaj
więcej na
http://kobieta.interia.pl/zdrowie/diety/news-nowy-trend-zywieniowy-dieta-pegan-z-czym-sie-ja-je,nId,1735753#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Hej, znów! To, co napisałaś, świadczy o tyn, że przyjaciółka dużo dla Ciebie znaczy.Postaram się pomóc, ale nie jestem dietetykiem, ani psychologiem, więc nie wiem, czy to Cię w jakimkolwiek stopniu zadowoli... W każdym razie zrobię co mogę ;)
Nie napisałaś kiedy Twoja przyjaciółka zaczęła odchudzanie, więc jest trochę trudniej określić jak "daleko" już zaszła. Jednak, niezależnie od tego, Twoja pomoc jest ważna, ale niestety może być bezskuteczna. Anorektyczka zawsze anorektyczką pozostanie, głównie dlatego, że jest to choroba psychiczna. Poza tym, nawet jeśli uda jej się z tego wyjść (bo nie ma rzeczy niemożliwych!), będzie musiała stopniowo wracać do społeczeństwa, prowadzić normalne życie, a jak wiemy, życie bajką nie jest... Na początek, zastanów się, po co ona to robi. Jeśli "dla szpanu", to odpuść sobie znajomość, bo prędzej, czy później jej minie, a Ty możesz poczuć się oszukana, kiedy powie Ci, że to "nie było na serio".Być może, anoreksja jest próbą zwrócenia na siebie uwagi, może Twoja przyjaciółka przeżywa kryzys, ma trudną sytuację rodzinną, nie radzi sobie z problemami, które coraz bardziej ją przytłaczają. Albo po prostu ma kompleksy i, jak większość chorych na anoreksję dziewczyn, chce "być w końcu piękna"...
Podstawowe zasady, których MUSISZ się trzymać, jeżeli chcesz jej pomóc:
1. TO NIE JEST FAJNE I NIE POMAGA Będzie Ci pisać, opowiadać, jakie to jest super, jak dużo jej to daje, a Ty będziesz słuchać. Jeżeli z czasem uwierzysz, to zostaje tylko pogratulować sobie "charakteru".
2. WSPARCIE RACJONALNE Po prostu przy niej bądź. Nie gratuluj, nie krytykuj, tylko bądź pod telefonem. Powiedz,że jeśli coś będzie nie tak, ma do Ciebie natychmiast zadzwonić.Zapewnij, że akceptujesz ją taką, jaka jest, że jako przyjaciółka, jest dla Ciebie ważna.
3.TO NIE JEST PRZEZ CIEBIE! Któregoś pięknego dnia, po raz kolejny napiszesz, powiesz, że się martwisz, że może powinna przestać, a ona odpisze, że tak naprawdę to wszystko to Twoja wina! Ze żadna z Ciebie przyjaciółka, skoro nie chcesz, żeby to robiła! A może Ty jej zazdrościsz?! A wtedy, zaciśnij zęby, powstrzymaj się przed trzaśnięciem jej w twarz i uśmiechnij się. Bo masz wiedzieć, że to nieprawda. A ten kryzys szybko minie, bo tak naprawdę ona Cię potrzebuje i sama świetnie to wie, po paru dniach (jeśli tyle wytrzymacie) wyciągnij łapkę na zgodę, wiedząc swoje.
Kroki radykalne, kiedy już nie możesz na to patrzeć, a ona nie słucha...
To już szczyt wszystkiego. Mijają dni, tygodnie, czasem nawet miesiące, a ona wciąż chce chudnąć. Zaczyna to być widoczne. Tylko ona nie dostrzega problemu.
Mogą Cię wezwać na rozmowę z nauczycielem, z pedagogiem, bo w końcu Ty jedyna jeszcze utrzymujesz z nią (znikome, bo ona nie wychodzi) kontakty. Zapytają, czy coś wiesz, czy coś jest na rzeczy. Przed tą całą szopką, możliwe, że ona weźmie Cię na bok i łzami, histerią wymusi obietnicę, że nic im nie powiesz. Przecież wszystko z nią okay! Jeśli powiesz, zamkną ją w ośrodku i stracisz przyjaciółkę! "Jak im coś powiesz, to zagłodzę się na śmierć, rozumiesz?!" Bo przecież ona jest zdrowa...
Czytałaś kiedyś "Dzieci z dworca ZOO" ? Pokazuje, jak daleko można zajść, kiedy jest się naprawdę zdesperowanym. Chistane obiecywała sobie, że nie będzie jak inni, że nie weźmie "w żyłę", a mimo to, wkrótce się poddała. Wzięła...
Kiedy A miała zły humor, wyżywała się na wszystkich. Anoreksja czasem bywa jak nowotwór mózgu, typu dupek. Pożera ciało, ale też mózg. Jednego dnia śmiałyśmy się razem, a ona kończyła rozmowy nagłym "To ja spadam poćwiczyć". Można się przyzwyczaić... Ale następnego słyszałam jaka to ze mnie chujowa przyjaciółka, że nie można mi ufać, że nie rozumiem... A jeszcze następnego, nie mogła uwierzyć, że to powiedziała. Mówiła, że to nie zajdzie tak daleko, że nie zrobi sobie krzywdy, że to tylko niewinne odchudzanie. A po paru miesiącach, to było jej całe życie. Znajomych wyeliminowała, bo ktoś mógłby się domyślić, że nie je. Szkoła to była masakra, bo nie mogła się skupić. Zrezygnowała z pływania, a kiedyś pływała wyczynowo... Mówiła, że chce w końcu umrzeć... I w końcu się zdecydowałam. Znalazłam w internecie numery do jej rodziców(nie było ciężko, bo oni są jakimiś biologami...). Postawiłam sprawę jasno : Albo kończy z tym i daje sobie wreszcie pomóc, albo ja wykręcam magiczny numer i rodzinka dowiaduje się o wspaniałej przypadłości ich kochanej A...
Bo wyobraź sobie, że oni o niczym nie wiedzieli. Byli zajęci planowaniem rozwodu, pracowaniem, żałobą, bo na wakacjach zmarła babcia A. A ona sobie w tym wszystkim tkwiła. Wiedziałam, że nie powinnam stawiać jej ultimatum, ale byłam wyniszczona psychicznieTo było moje jedyne wyjście... Podziałało, zaczęła jeść. Zrezygnowała z internetu, bo "kusiłoby ją", żeby wejść na forum, napisać e-mail do innego motylka, sprawdzić termin zjazdu pro-any... Znowu zaczęła pisać swoje opowiadanie, zadzwoniła do trenera i wróciła do pływania...A ja? Ja zaczęłam "porządki" w swojej własnej psychice. Bo wspieranie anorektyczki jest jak własna anoreksja.
Więc bądź gotowa na to, że Ciebie też to będzie powoli niszczyć od środka. I wtedy musisz być silniejsza niż myślałaś, musisz wytrzymać, bo jeśli się coś zaczęło, trzeba doprowadzić to do końca...
Na dzis to wszystko. Zapraszam do obejrzenia podstrony, gdzie dodam numery, które mogą być pomocne. Życzę Ci powodzenia! A, jeśli będziesz chciała, to postaram się napisać, jak wyglądał taki w miarę normalny dzień z chorą A. Bo wiesz, może niedługo twój też taki będzie ;)... I nie daj się w to wciągnąć! Nie wejdź w to gówno, bo nie wyjdziesz...
Hejka!
Juleczka obiecała ze jutro doda posta! ;)) Bójcieee się...
Szanowny Anonimku, który skomentował nasz ostatni post. Bądź pewna, że Juleczka nie zostawi Cię z tym samą i Ci pomoże!
Także tego... to tyle
Dziękuje za uwagę XDD
Hejka!
Za niecałe 2 miechy wakacje... Przydało by sie trochę wyrzeźbić ciałko, co?
Masz masę? To bardzo dobrze- pierwszy krok już jest XD
Nie masz masy? Czas ją zrobić- ale NIE w macu, tylko RACJONALNIE i ZDROWO się odżywiając.
Chcesz się wziąć za siebie? Serdecznie polecam Ci Ewę Chodakowską i jej ćwiczenia. Myślisz, że to tylko przereklamowana celebrytką? Też tak myślałam, ale spróbowałam ( podobno w życiu żałuje sie tylko tego, czego sie nie spróbowało) i jestem baardzo zadowolona ;) Jej ćwiczenia dają efekty widoczne juz po niedługim czasie. A więc jutro razem ze mną po szkole wskakuj w dres i zacznij ćwiczyć! (Na początek polecam Skalpel- lekki trening, choć dla początkujących moze dac w kość, zwłaszcza końcówka)
MENU NA JUTRO:
ŚNIADANIE:
Owsianka z gruszką i migdałami
• 1 szklanka mleka 2% tł.
• 4 łyżki płatków owsianych
• 1/2 średniej gruszki
• 1 łyżka płatków migdałowych
• ½ łyżeczki miodu naturalnego
Płatki gotujemy na mleku do miękkości. Dodajemy gruszkę startą lub pokrojoną w kostkę, płatki migdałowe i miód.
Pomidora sparz we wrzątku. Z obranego ze skórki pomidora wyjmij pestki. Miąższ pokrój w kosteczkę, dodaj posiekaną bazylię i dopraw solą i pieprzem. Następnie warzywa skrop oliwą i dokładnie utrzyj lub zmiksuj na gładką pastę. Pasta nałóż na tost z chleba żytniego.
OBIAD:
Grillowany indyk z cukinią i pesto
• 1 średni filet z indyka
• ½ średniej papryki czerwonej
• ½ średniej cukinii
• 1 łyżka oliwy z oliwek
• 1 łyżka soku z cytryny
• 1 garść rukoli
• 1 łyżeczka zielonego pesto
• Sól morska, pieprz czarny świeżo mielony
• 3 łyżki komosy ryżowej
Pierś kroimy wzdłuż na paski. Cukinie kroimy wzdłuż na plastry, paprykę na ćwiartki. Wszystko wkładamy do miski, zalewamy oliwą, sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy, odstawiamy na kilka minut. Układamy indyka na ruszcie, po chwili dokładamy cukinie i kawałki papryki, pieczemy z obu stron, aż wszystko się zrumieni i zmięknie. Układamy na półmisku kawałki upieczonego mięsa i jarzyn, przekładając rukolą, polewamy pesto, podajemy z ugotowaną komosą ryżową.
Owoce obrać i zmiksować razem z mlekiem. Podawać od razu po przygotowaniu.
KOLACJA:
Sałatka z wędzonym łososiem i sosem miodowo-cytrynowym
• 2 garście mieszanki sałat
• 6 pomidorków koktajlowych
• 50g wędzonego łososia
• 1 łyżka soku cytryny
• 1 łyżka oliwy z oliwek
• 1 łyżeczka miodu naturalnego
• ½ łyżeczki musztardy Dijon
• Sól morska, Pieprz czarny świeżo mielony
Łososia kroimy w podłużne paski. Sałatę przekładamy do miski, dodajemy przekrojone na połówki pomidorki koktajlowe oraz pokrojonego łososia. Do miseczki wlewamy sok z cytryn, dodajemy sól i mieszamy, aby się rozpuściła. Cały czas mieszając stopniowo wlewamy oliwę by powstała gładka emulsja. Nadal mieszając, dodajemy miód i musztardę, doprawiamy do smaku pieprzem. Powstałym sosem polewamy sałatę, mieszamy i podajemy.
SMACZNEGO! ;)
I NIE PODJADAĆ! ZA KAŻDE PODJEDZENIE- 10 PRZYSIADÓW ;))
Witammm once again! Jejku, pod ostatnim postem nie było hejtów (chociaż ja i tak wiem, co sobie myślicie. Lepiej nie cytować ;) ), wręcz przeciwnie - kolejny baardzo miły komentarz od Anonimka. Więc to jej (tak?jeśli nie, to się nie obraź)dedykuję ten wpis. Pamiętaj Słońce, jesteś silna!Dzisiaj porozmawiamy sobie... To jest, mój dzisiejszy monolog będzie dotyczył... Jak zawsze Was ;), ale też Waszych bliskich... Really, macie takich. Wchodzę sobie dziś na Pudelka i cóż widzę?? Moja córka cierpi na anoreksję, waży 24 kilogramy. Pierwsza myśl: Jaja sobie robi, chce być sławniejszy, debil jeden. Otwieram wideo i... No dobra, myliłam się. Facet mówi ze szczerością, z przejęciem, z troską... I kurde wzruszyłam się! Bo wreszcie ktoś powiedział, że to dotyczy nie tylko "plebsu", ale też wielmożnych Celebrities. Ok, mało jest powiedziane, tylko tyle, że "Nie można przy niej mówić o jedzeniu, nie można powiedzieć, że dobrze dziś wygląda, bo uzna to za kłamstwo. Ma 15 lat i waży 24 kilo...Przyjeżdżają po nią ambulansem, bo nie jest w stanie się sama poruszać..." A ja widzę w tym wszystkim moją przyjaciółkę, która obrażała się, kłóciła się ze mną, kiedy pisałam, że się martwię, będzie lepiej, albo, że musi w końcu przestać, bo to już za daleko zaszło. Wiem, jak koszmarnie się czułam, kiedy któregoś dnia napisałam jej, że jeśli w tej chwili nie przestanie, to zadzwonię do jej matki i sobie z nią chyba porozmawiam... Bo po miesiącach błagania(!) żeby przestała, żeby mnie nie zostawiała, byłam już wykończona psychicznie, uznałam, że to jedyne wyjście. Zaczynamy nasze dzisiejsze party!
TYP 1 - Rodzic "przecież wszystko z nią w porządku"
Tacy denerwują mnie najbardziej. Nadąsana mamunia, która oburza się, jeśli ktoś "wejdzie z buciorami" w jej idealnie poskładane życie. "Moje dziecko chore? Sam jesteś człowieku chory! Proszę się zainteresować swoim życiem. Do widzenia"Najczęściej oszukuje sama siebie, stając przed lustrem i mówiąc "Jest dobrze", chociaż wie, że nie jest. Ma koleżanki-plotkarki, które zaprasza na kawkę, bo najczęściej jej "ukochany" mąż zarabia na rodzinę. Rozmawiają o ubraniach, makijażu, gotowaniu, wystroju wnętrz, a nader chętnie - o młodzieży. Jacy to nie jesteśmy zdemoralizowani, źli, niedobrzy, nie uczymy się etc. O anoreksji i bulimii też rozmawiają. Najczęściej w postaci tzw. niewinnej ("Wiesz, ta Kaśka od Wróblewskich taka jakaś chuda, blada chodzi. Mało je. Ponoć..." - i tyrada, jacy to oni nie są biedni, jaka to nie jest patologia...) Ale tego, że jej córka przestała wychodzić ze znajomymi, że stosuje diety, że dużo ćwiczy, tego już nie dostrzega. W końcu zaczepia ją ktoś np.nauczycielka w szkole. "Podejrzewamy, ze to mogą być zaburzenia odżywiania." Co, proszę?! Zaburzenia odżywiania?! MOJE DZIECKO?! Nigdy! Wierutne bzdury, przecież z nią wszystko w porządku. (Co z tego, że prawie z nią nie rozmawiam, wiem podświadomie)
TYP 2 - Rodzic "Wie pani, ja pracuję..."
Tacy rodzice mówią zwykle "Nastolatka, to sobie już poradzi" i lecą w wir pracy. Bo jest "już duża", bo dojrzała... Bo musi być dojrzała, zwłaszcza psychicznie.Że nie spędzają z dzieckiem czasu?? "Panie, ja pracuję. Kto rodzinę utrzyma?" Oni nie przytulą swojej córeczki, nawet jeśli powie "Mamo, tato, mam problem. Chyba mam anoreksję". Powiedzą "No to przestań się odchudzać. Nie jesteś już małą dziewczynką, musisz dojrzeć. My nie możemy ciągle się nad tobą rozczulać". Albo "Wydziwiasz." a między sobą "Gówniara chce zwrócić na siebie uwagę. Musze wracać do pracy". Nie zauważą, że dziecko nie je, bo ich nie ma w domu... Praca wzywa! Gratuluję! Jesteś w uzależnionej rodzinie! Można by nazwać to swego rodzaju patologią - ty jesteś uzależniona od odchudzania, twoi rodzice od pracy...
TYP 3 - Rodzic "Załamanie nerwowe"
Oni sami nie radzą sobie zżyciem. Rozwodzą się, mają problemy w pracy, kasy brak, może utrata kogoś bliskiego... A wśród tego wszystkiego jesteś Ty - dziecko, które kochają, chcą Ci zapewnić wszystko... Jeśli dowiedzieliby się, że masz problemy, to by ich strasznie zasmuciło... Po co robić im problemy? Już lepiej pogłębiać swój, prawda? Takich rodziców miała A (nazwijmy ją tak, nie chcę, żeby motylki ją potem zlinczowały), a raczej ma, bo ona wciąż żyje, za co codziennie dziękuję Bogu, bo wiem, jak bardzo w tych najcięższych chwilach chciała śmierci. Nie wiem, czy kiedyś przekonam tą "dobrą" stronę mnie, żeby zgodziła się opisać jej historię... W każdym razie, ci rodzice sami jeszcze potrzebują opieki, więc jak maja zaopiekować się dzieckiem z problemem? To boli, ale taka prawda...
Coś inteligentnego, bo lubię, jak wypowiadają się "wykształceni" ludzie...
Udział rodziny w powstawaniu anoreksji i innych zaburzeń odżywiania jest problemem kontrowersyjnym. Aż do początku lat 80-tych,
kiedy to nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania problemem anoreksji przez środowiska naukowe i media, funkcjonował pogląd,
że to środowisko rodzinne jest głównym, o ile nie jedynym czynnikiem powodującym anoreksję. Obecnie obserwuje się tendencję
odwrotną - poszukiwanie przyczyn zaburzeń odżywiania w sferze biologicznej, wraz z wykluczeniem wpływu rodziców jako
potencjalnego czynnika kształtującego chorobę. To nowoczesne podejście do problemu anoreksji ma na pewno jedną zaletę -
nie powoduje w rodzicach anorektyczek poczucia winy uniemożliwiającego im aktywny udział w terapii.*
Cechy rodziny anorektycznej**
usidlenie, które polega na tym, że granice między członkami rodziny ulegają zatarciu, problemy jednego z członków rodziny
stają się problemami pozostałych, rodzice często żyją sukcesami własnych dzieci, wywierają większą presję na sukcesy
np. w szkole, oczekiwania względem dzieci są zawyżone, nierealne, przez co stres związany z porażkami jest dużo większy -
anoreksja jako pole do osiągania sukcesów, przejęcie kontroli nad własnym życiem;
nadopiekuńczość wynikająca z poczucia obowiązku, przy jednoczesnym braku bliskości, rodzina taka jest zamknięta na świat
zewnętrzny, chroniąc dzieci przed złem wszelakim, przez co dorastanie dzieci wiąże się z dodatkowymi stresami i problemami,
dzieci są nadmiernie zależne od rodziców, a ich separacja od rodziny, która jest normalnym aspektem dorosłości, zostaje
zaburzona - anoreksja daje poczucie kontroli, uniezależnienia się od rodziców;
mocno nakreślona granica między rodziną, a resztą świata, który jest dodatkowo demonizowany, rodzina jest postawiona na
nierealnym piedestale, wychowanie dzieci w poczuciu obowiązku wobec rodziny, podkreślanie, że wszelkie niepowodzenia,
porażki i występki godzą przede wszystkim w dobro rodziny - anoreksja z jednej strony jest wyrazem buntu, a z drugiej
głodzenie się może być używane jako rodzaj kary;
powtarzający się w rodzinie element poświęcania się dla
dobra rodziny np. kosztem rezygnacji z własnych aspiracji -
anorektyczne zachowania jako sposób na poświęcanie się;
brak elastyczności, trudne akceptowanie naturalnych
zmian takich jak np. dojrzewanie i dorastanie dzieci, rodzina skrępowana
zasadami, rytuałami obejmującymi także sposób spożywania posiłków (np.
celebrowanie rodzinnych obiadów), postrzegania zmian jako zła, problemy z
radzeniem sobie ze stresującymi, losowymi wypadkami - anoreksja jako
sposób na radzenie sobie z emocjami;
unikanie konfliktów w myśl zasady, że jeżeli problem
nie jest nazwany po imieniu, to nie istnieje, problemy rodzinne są
często bagatelizowane, a harmonia rodzinna jest najwyższym dobrem - ten
aspekt ma silne znaczenie czynnik podtrzymujący chorobę, rodzina w
milczeniu przyzwala na zaburzone jedzenie anorektyczki dając jej komfort
i nie zmuszając do podjęcia leczenia;
problemy małżeńskie rodziców nie są rozwiązywane
wprost, a dzieci stają się sojusznikami jednego z rodziców w utajonej
walce - anoreksja w rodzinie powoduje, że inne problemy schodzą na
dalszy plan, staje się tematem zastępczym, dając złudne poczucie
harmonii;
poczucie rodzinnej sprawiedliwości, które nakazuje
rodzicom jednakowo kochać i traktować wszystkie dzieci, ponieważ w
rzeczywistości nie jest to możliwe, dzieci obserwują dysonans między
deklaracjami, a faktycznym zachowaniem rodziców - anoreksja jako sposób
na znalezienie się w centrum uwagi.
*** Naukowcy nadal poszukują przyczyn zaburzeń odżywiania się.
Najczęściej przyjmowany jest wieloczynnikowy model etiologiczny
(obejmujący czynniki kulturowe, rodzinne i indywidualne) [8]. Dokładniej
przedstawia wymienione wyżej aspekty model P. Slade’a, ponieważ
uwzględnia on fakt, że przy rozważaniach na temat anoreksji należy wziąć
pod uwagę nie tylko wydarzenia poprzedzające zachorowanie, ale również
zbadać konsekwencje wystąpienia objawów. Wyodrębnił on trzy typy
czynników, które mają ogromne znaczenie w różnym czasie trwania choroby...
Wstępna analiza wyników badań pozwala sądzić, że czynniki rodzinne
odgrywają ważną rolę zarówno w powstawaniu objawów jak i leczeniu
choroby. Problem anoreksji jest bardzo poważny (w wieli przypadkach
choroba kończy się śmiercią) i nie można go lekceważyć. Zaburzenia
jedzenia mają głębokie podłoże psychologiczne i wymagają leczenia przez
specjalistów. Niestety w wielu przypadkach to właśnie rodzice nie chcą
przyznać, że ich dziecko cierpi na anoreksję. Uparcie szukają innych(
typowo fizjologicznych i racjonalnych) przyczyn. To bardzo utrudnia
leczenie, ponieważ nasila tylko u chorej osoby wstyd, poczucie winy,
nienawiść do siebie, strach przed życiem i bezsilność wobec choroby. Z
moich badań i licznych doświadczeń wynika, że rodziny osób cierpiących
na zaburzenia jedzenia z trudem decydują się na terapię rodzinną, boją
się obwiniania za chorobę dziecka, silnie strzegą rodzinnych tajemnic i
bronią sztywnych granic. Jeżeli osoba chora jest już pełnoletnia i po
zakończonej terapii decyduje się zamieszkać oddzielnie, to ma duże
szanse na powrót do normalnego życia. Osoby niepełnoletnie (lub z
różnych powodów mniej zdecydowane na przeprowadzkę) wracają do domu,
gdzie nadal znajduje się źródło problemów z jedzeniem, co oczywiście
szybko przywołuje lęki i sprzyja nawrotowi objawów choroby (diety,
wymioty, objadanie się, stosowanie środków przeczyszczających lub
intensywnych ćwiczeń fizycznych).
Nadrzędnym celem leczenia
jest pomoc osobie chorej, dlatego najlepsze efekty przynosi terapia
indywidualna połączona równolegle z terapią rodzinną, ponieważ pomaga
ona rozładować lęk i poczucie winy u wszystkich członków rodziny, uczy
szczerości i zdrowej komunikacji emocjonalnej. Poniżej przedstawiam
charakterystyczne wypowiedzi osób chorych i ich rodziców, które ukazują
jak trudno rodzinom anorektycznym pogodzić się z chorobą córki i
przyznać do błędów wychowawczych.
Proszę Państwa, faszerujmy się dalej popularnym ostatnio sraniem w banię! Taak, wszyscy damy sobie radę! Wystarczy pójść do psychologa! To jest zaciągnąć złą dziewuchę siłą, bo to oczywiste, że sama nie pójdzie...
Nie wiem dlaczego, po prostu irytują mnie teksty w stylu "wina rodziców", "wina dziecka", "wina szkoły"... Rodzice? Rodzice uwierzą w każde Twoje kłamstwo, bo sami nie będą chcieli przyswoić, że może być inaczej, niż mówisz! Tyy? Ty przecież jesteś całkiem zdrowa... Szkoła? szkoła gówno może zrobić, jeśli rodzice nie będą chcieli działać. I tutaj kółko się powtarza. A co tam! Jeszcze jeden zakręcik?
kto nigdy nie słyszał piosenki P!NK "Fuckin Perfect"? Leciała w radiu w ostatnich latach, na Esce i MTV też... Płaczę przy niej, bo w pewnym sensie jest też o mnie - popełniłam masę błędów, ale wciąż żyję, dalej je popełniam, ale wiem, że na ludzi trzeba mieć wyjebane, bo są zazdrośni.
Made a wrong turn
Once or twice
Dug my way out with blood and fire
Bad decisions? That's all right
(...)
Mistreated misplaced misunderstood
Miss "No it all so good"
It didn't slow me down...
(...)
Change the voices
In your head
Make them like you
Instead...
I fragment, który kocham...
The whole world scared, so I swallow the fear
The only thing, I sholuld be drinking
It's an ice-cold bear
So cool in lie
And we try try try
But we try too hard
And it's waste of my time
Don't looking for the critics
Cause they everywhere
They don't like my jeans
They don't get my hair ...
Wasi rodzice Was kochają! Nie ważne, jaki to "typ"! I zależy im na tym, żebyście były zdrowe! Więc proszę Was, nie protestujcie, jeśli usłyszycie "Może powinniśmy pójść do psychologa". Zróbcie to dla mnie... Proszę.
Rzeczywistość jest dołująca...Moja koleżanka zerwała z chłopakiem, szkoda mi go i produkuję się od piątku:
JA: Lepiej ci trochę?
ON: Tak samo jak wczoraj
JA: Nie martw się, spotkasz jeszcze tysiące takich dziewczyn
ON: Ale ja nie chce nikogo innego
JA: Wiem... a tak poza ogólną beznadzieja, to co tam?
ON: Źle.
JA: Co robisz?
ON: Gram. I myślę
JA: O niej?
ON: Nom
I muszę przyznać się, że on mi się podoba... Tak w 1/1000000!